Dotacje dla SDW w Polsce

Będziemy bardzo wdzięczni za udzielenie pomocy finansowej na działalność SDW w Polsce, kazda wpłata będzie mile widziana.                                                                     Konto: PKO BP S.A. O/ŁÓDŻ:  2910203 4080000 45 020115 1489

 
 

 

 AKTUALNOŚCI 2008

Andrzejki

W dniu 29 listopada 2008r. Stowarzyszenie Dzieci Wojny w Polsce, zorganizowało w Łódzkim Domu Kultury Imprezę Andrzejkową z tradycyjną lampką wina. Uczestnicy bawili się doskonale. Co można zobaczyć na poniższych zdjęciach.

 

images/arch2008a/480_200811291.JPGimages/arch2008a/480_2008112910.JPGimages/arch2008a/480_2008112911.JPGimages/arch2008a/480_2008112912.JPGimages/arch2008a/480_2008112913.JPGimages/arch2008a/480_200811292.JPGimages/arch2008a/480_200811293.JPGimages/arch2008a/480_200811294.JPGimages/arch2008a/480_200811295.JPGimages/arch2008a/480_200811296.JPGimages/arch2008a/480_200811297.JPGimages/arch2008a/480_200811298.JPGimages/arch2008a/480_200811299.JPG


  

Uroczyste posiedzenie

W dniu 25 listopada 2008 r. odbyło się uroczyste posiedzenie Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dzieci Wojny w Polsce, z okazji 80-tej rocznicy urodzin i 16-tu lat pracy w stowarzyszeniu Pani Stefanii Anuszczyk.

Prezes Włodzimierz Wołoszyński podziękował w imieniu własnym i pozostałych członków za dotychczasową długoletnią i owocną pracę Jubilatki w stowarzyszeniu, życzył Jej wielu dalszych spędzonych w spokoju i zdrowiu lat życia oraz wyraził nadzieję na kontynuowanie ofiarnej pracy na rzecz naszej społeczności.

Doceniając wielki i wymierny wkład pracy Jubilatki pogratulował jej otrzymania najwyższego odznaczenia Naszego Stowarzyszenia jakim jest Błękitny Krzyż Zasługi. Podobne gratulacje i życzenia dalszej owocnej pracy złożył Jubilatce Senator Krzysztof Kwiatkowski.

Posiedzenie zakończyło się wręczeniem Pani Stefanii Anuszczyk skromnego upominku i poczęstunkiem przy kawie przygotowanym przez jubilatkę.

Henryk Piotrowski
 
 
images/arch2008b/480_200811251.JPGimages/arch2008b/480_2008112510.JPGimages/arch2008b/480_2008112511.JPGimages/arch2008b/480_2008112512.JPGimages/arch2008b/480_200811252.JPGimages/arch2008b/480_200811253.JPGimages/arch2008b/480_200811254.JPGimages/arch2008b/480_200811255.JPGimages/arch2008b/480_200811256.JPGimages/arch2008b/480_200811257.JPGimages/arch2008b/480_200811258.JPGimages/arch2008b/480_200811259.JPG
 

 

 

Prawdziwa historia z obrazem Marszałka

Co niespełna trzyletnie dziecko może zapamiętać ze swego życia? Dużo, czy mało? Czy te obrazy z wczesnego dzieciństwa mogą zaważyć na dalszym okresie jego rozwoju? Czy decydują o jego charakterze? Czy będzie to warunkować jego późniejsze życie?

Te pytania sprzed lat przypomniałem sobie teraz, w listopadowe dnie kiedy obchodzimy 90 rocznicę odzyskania niepodległości. A intrygowały one mnie bardzo długo, bowiem od najmłodszych lat zachowałem w pamięci pewien majowy dzień i przejmujące dźwięki kościelnych dzwonów, które niosły się po augustowskich pięknych, sosnowych lasach, dworcu kolejowym, po tartaku drzewnym, gdzie pracował mój ojciec. Były strasznie niepokojące i na długo zapisały mi się w dziecięcej pamięci. Nie umiałem ich powiązać z konkretnym obrazem, zdarzeniem, historią. Tkwiły jednak we mnie jak fragmenty rozbitej i rozsypanej na piasku starożytnej mozaiki, którą należało ułożyć w jedna całość. Uwierały aż do chwili, gdy poznałem starszego kolegę mojego ojca. Był to pasjonat Piłsudskiego, jak Rzecki z "Lalki" wielbiący Napoleona.

Uwielbiał, mało powiedziane, kochał Marszałka. Człowiek ten ciągłe snuł przede mną opowiadania o swojej miłości do Niego. Potrafił zdobyć moje dziecięce zaufanie i ogromny autorytet. On właśnie podjął się świadomie, bezpłatnie, mojej pozaszkolnej edukacji historycznej. Opowiadał mi jego życiu, problemach, chorobie i śmierci marszałka. Pokazywał oprawiony w cienką ramę obrazek: Marszałek na koniu i inne, wycięte z przedwojennych gazet odbitki; kondukt żałobny z trumną Józefa Piłsudskiego niesioną przez E. Rydza - Śmigłego i K. Sosnkowskiego. Pamiętam, że często pokazując te ilustracje ukradkiem ocierał, nie zawsze czystą chusteczką, zapłakane oczy. Była to historia inna od tej, którą raczono mnie w szkole, ciekawa, pasjonująca. Zapragnąłem być taki, jak "Dziadek". Pan Emil zaszczepił we mnie też inna pasję: wiarę i chęć służenia Matce Boskiej. Nosiłem medalik z Jej wizerunkiem i czytałem "Rycerza Niepokalanej". Gdyby w pobliżu był kościół, na pewno zostałbym ministrantem. Stało się jednak inaczej. Zacząłem mozolną, spóźniona przez wojnę, edukację na kursach, w szkole, na studiach i w pracy. Jednak sentyment i wspomnienia o Marszałku pozostały i tkwiły we mnie nieprzerwanie. Wiedziałem już, że tamte dzwony biły z żalu po Józefie Piłsudskim - ukochanym wodzu pana Emila i moim. Śmierć zabrała Go 12 maja o godzinie 20 minut 45.

Te osobiste wynurzenia snuję dlatego, iż Zarząd Główny Stowarzyszenia Dzieci Wojny w Polsce, którego jestem członkiem, wytypował mnie na uroczyste otwarcie dwu wystaw w Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi z okazji 90 Rocznicy Odzyskania Niepodległości. Pierwsza wystawa, poprzedzająca uroczyste nadanie stopni wojskowych byłym żołnierzom i oficerom, wystąpienie władz i świeżo awansowanych żołnierzy, zatytułowana została swojsko, jak u H. Sienkiewicza: "Ku pokrzepieniu serc". Druga prezentowała malarskie prace, dokumenty, mundury, broń z okresu od Insurekcji Kościuszkowskiej do Traktatu Ryskiego.

Zwiedzając z zaciekawieniem obie wystawy, szukałem czegoś, co mogło mi przypomnieć tamte dziecięce chwilę, które nadal tkwiły we mnie, nie pozwalały zapomnieć. I wreszcie znalazłem. Był to obraz Wojciecha Kossaka "Piłsudski na kasztance", który często widywałem w latach l947- 48 na reprodukcji, na ścianie mojego znajomego, opiekuna, niemal mojego drugiego ojca. Stojąc przed nim i patrząc na Marszałka, gdy siedział na koniu, przed żołnierzami szykującymi się do ataku, uświadomiłem sobie, że tamta Polska, Polska Marszałka, Polska Pana Emila, w której zaczynałem swoje życie i Polska, w której się uczyłem, pracowałem oraz Polska dzisiejsza, w której żyję jako emeryt, to ta SAMA Polska, MOJA Polska, OJCZYZNA, z jej tragiczną, pokrętną historią: kochana i sprawiedliwa, trudna i gorzka, piękna i zła, historyczna i obecna.

Wbrew wszystkiemu twierdzę to ta SAMA, choć RÓŻNA POLSKA. Ona nadal istnieje, żyje we mnie, w sercach moich sąsiadów, znajomych, w przyjaciołach i w przeciwnikach politycznych , w umysłach sympatyków, żarliwych obrońców i krytyków. Istnieje i będzie nadal żyć wbrew żalom, złości, krzywdzie, jaką niosą w sobie Polacy. Może dziś te dwie ciekawe wystawy w Muzeum Tradycji Niepodległościowych zaszczepią chociaż małą refleksje w umysłach młodzieży, dla której historia Polski to nie do końca sprecyzowane i ocenione prawidłowo dzieje.

Henryk Piotrowski
 
 

 

Pod znakiem kultury i historii

Stowarzyszenie Dzieci Wojny w Polsce Zarząd Główny w Łodzi zaprosił przedstawicieli wszystkich oddziałów z terenu Polski i Chór "Gaudium" ze Strzelec Krajeńskich, a także delegacje niemieckich organizacji o podobnym profilu działania na uroczystości organizowane w ramach Festiwalu Dialogu Czterech Kultur oraz rocznicy wybuchu II wojny światowej.

Ważnym wydarzeniem stała się wystawa przygotowana przez łódzki IPN zatytułowana "Germanizacja dzieci polskich w latach II wojny światowej". Podczas jej otwarcia chór "Gaudium" zaśpiewał dwie wzruszające pieśni "Ojczyzna" i "Zostańmy na tej ziemi".

W drugim dniu obchodów odbyło się sympozjum na temat "II wojna światowa w oczach Polaków i Niemców" w czasie którego poruszający okazał się referat doktora Uniwersytetu Warszawskiego Kazimierza Wóycickiego. Spojrzenie ze strony niemieckiej przedstawił Herman Smuck. Głos zabrali także przedstawiciel Drezdenka, Krakowa i Strzelec Krajeńskich. Uroczystości zaszczycili swoją obecnością senator Krzysztof Kwiatkowski, poseł Stanisław Olas, sekretarz miasta Łodzi Jan Witkowski i wójt gminy Czarnocin Leon Fortak, a także dyrektor łódzkiego oddziału IPN Marek Drużka. W części artystycznej wystąpił zespół folklorystyczny "Ludowa Biesiada" z Czarnocina oraz chór "Gaudium" który zaprezentował dwuczęściowy koncert. W pierwszej zawarł pieśni patriotyczne, w drugiej pieśni różnych narodów. Duże wrażenie wywarła pieśń "My polskie dzieci wojny..." która zostanie uznana za hymn SDW i będzie wykonywana podczas uroczystości naszego Stowarzyszenia.

W godzinach wieczornych odbył się piknik integracyjny w pobliskich Grotnikach przy pieczonych kiełbasach, kaszance, piwie i ciepłych napojach. Do tańca przygrywała skoczna muzyka z Czarnocina.

 

images/arch2008c/480_200808011.JPGimages/arch2008c/480_2008080110.JPGimages/arch2008c/480_2008080111.JPGimages/arch2008c/480_2008080112.JPGimages/arch2008c/480_2008080113.JPGimages/arch2008c/480_2008080114.JPGimages/arch2008c/480_2008080115.JPGimages/arch2008c/480_2008080116.JPGimages/arch2008c/480_2008080117.JPGimages/arch2008c/480_2008080118.JPGimages/arch2008c/480_2008080119.JPGimages/arch2008c/480_200808012.JPGimages/arch2008c/480_2008080120.JPGimages/arch2008c/480_2008080121.JPGimages/arch2008c/480_2008080122.JPGimages/arch2008c/480_2008080123.JPGimages/arch2008c/480_2008080124.JPGimages/arch2008c/480_2008080125.JPGimages/arch2008c/480_200808013.JPGimages/arch2008c/480_200808014.JPGimages/arch2008c/480_200808015.JPGimages/arch2008c/480_200808016.JPGimages/arch2008c/480_200808017.JPGimages/arch2008c/480_200808018.JPGimages/arch2008c/480_200808019.JPG


 

 

Ukraina 22-25.04.2008 r.

Wycieczkę zorganizowało Stowarzyszenie Dzieci Wojny w Polsce Zarząd Główny w Łodzi. Nie miałem wielkiej ochoty zapisywać się do żadnej organizacji, ale kolega prezes Zarządu Głównego SDW Włodzimierz Wołoszyński zaproponował mi chytrze udział w wycieczce do Lwowa. Skorzystałem i....tak zaczęła się moja przygoda z nowo poznanymi przyjaciółmi. Dziękuje im z całego serca, że tak serdecznie mnie przyjęli do swego grona.

Idea Stowarzyszenia Dzieci Wojny w Polsce jest prosta: ludzie, którzy w dzieciństwie przeżyli okropnoś ci wojny mają prawo, a nawet obowiązek spojrzenia na tamte trudne czasy w sposób pozbawiony osobistych emocji, bez poczucia rewanżu za doznane krzywdy. Nie chcą rozdrapywać ran, podsycać nienawiść do sprawców ich nieszczęścia, uwydatniać ich winy i żądać zadośćuczynienia, ale dla prawdy, która będzie budowała nową, jakość stosunków z sąsiadami, uczestnikami wspólnie przeżytej historii. W czasie podróżowania poznawałem koleżanki i kolegów ze stowarzyszenia, ich często bolesne, poplątane, tragiczne losy. Przekonywałem się, że i w ich rodzinach tamte ponure dni są znane. Mówi się o nich, dokumentuje, ale nie po to by jątrzyć, lecz pielęgnować nową atmosferę pozytywnego nastawienia do sąsiadów. Tworzyć w rodzinie, w gronie przyjaciół i znajomych nowy klimat odwagi mówienia prawdy, otwartości, serdeczności i przyjaźni. To rola rodziców, dziadków-członków Stowarzyszenia. Trzeba żyć dniem dzisiejszym i pamiętać o przyszłości - to dewiza Stowarzyszenia. To doświadczenie, wzory postępowania, otwartość, wiedza o własnych dziejach przekazywana młodemu pokoleniu nabiera dziś ogromnego znaczenia edukacyjnego. Nabiera pozytywnych barw, bo karmiona jest pozytywnymi przykładami z przeszłości.

Po drodze wyfroterowaliśmy wspaniałe posadzki zamku w Łańcucie - najbogatsze muzeum wnętrz historycznych wzniesione przez Stanisława Lubomirskiego na przełomie XVIII i XIX w. później zamieszkałe przez hr. Potockich. Bogate unikatowe wyposażenie sal, reprezentacyjne prywatne komnaty, zbiory sztuki starożytnej, militaria, największy zbiór pojazdów konnych i rozległy park zachwyciły nas rozmachem i bogactwem jednostek.

Na Ukrainie, a zwłaszcza we Lwowie, oraz w jego okolicach w Żółkwi, gdzie zatrzymaliśmy się na noclegi i zwiedziliśmy starą siedzibę magnacką Radziwiłłów (Żółkiew miasto założone w 1594 r. przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego, ulubiona siedziba Jana III Sobieskiego) i przepiękny klasztor obronny o.o. Bazylianów w Krechowie (XVII w.) - wspaniały przykład architektury sakralnej.

Zasadniczym celem naszego pobytu na Ukrainie była Stolica regionu - Lwów, nadziana wspaniałymi zabytkami pierwszej klasy jak keks bakaliami. Nie można bowiem obojętnie przejść urokliwymi uliczkami pięknego Lwowa i nie zauważyć wyraźnych, pielęgnowanych śladów dawnej polskości, korzeni przodków Rusinów, Ormian, mieszkańców tych ziem. W budowlach kościelnych, na pomnikach, na cmentarzach, na epitafiach nagrobnych, na pokrytych kocimi łbami ulicach (złośliwi mówią: "jakie zostawiliście takie mamy") i parkach, wszędzie widać ślady, co najmniej trzech wielkich kultur. Tu bowiem jak w Łodzi - w zgodzie żyli, swoi i obcy, wielcy i mali; współdziałali, tworzyli przez wieki to, co dziś stanowi wartość bezcenną narodu polskiego, ukraińskiego, ormiańskiego i żydowskiego. Można wymieniać długo nazwiska znanych Polaków, którzy znaleźli tu zasłużony odpoczynek: Maria Konopnicka-autorka Roty, Gabriela Zapolska-dramatopisarka zmarła w nędzy, Julian Konstanty Ordon-uwieczniony w wierszu "Reduta Ordona" Adama Mickiewicza, Artur Grottger-twórca cyklów malarskich "Warszawa", "Polonia ", Stefan Banach - stale przesiadujący ze swoimi studentami w kawiarni, Karol Szajnocha - wybitny historyk, zamknięty w pomniku w kształcie piramidy bronionej przez muzy Klio (historia) i Melpomenę (tragedia). Pomniki tym światłym Polakom tworzyli słynni rzeźbiarze polscy i obcy. I najwspanialszy monument wojskowy Cmentarz Orląt Polskich z lat 1918-1920 umiejscowiony na wysokim wzgórzu gdzie pochowano 2859 poległych, wśród nich trzech amerykańskich lotników z eskadry myśliwców im. Tadeusza Kościuszki oraz 17 ochotników francuskich (ich szczątki wróciły później do ojczyzny). Prosto, białe groby stoją karnie w równych długich szeregach, przypominając nam, że tu kiedyś była Polska! W czasie drugiej wojny i w pierwszych latach powojennych cmentarz doznał wielu szkód i ostatecznie w latach siedemdziesiątych został zlikwidowany (przeprowadzono po nim drogę). W roku 1989 na skutek międzynarodowego porozumienia polsko-ukraińskiego podjęto jego rekonstrukcje i ostatecznie w czerwcu 2005 roku uroczyście otwarto. By prawdzie historii stało się zadość, u stóp wzgórz, na którym znajduje się nekropolia, od strony Pohulanki-powstają dziś nowe groby poległych za niepodległą Ukrainę, tak samo białe, milczące i karne! Mam nadzieje, że tę trudną dla obu narodów najnowszą historie oddaje wiernie moja fraszka:

Każdy kto wrósł
W tę obolałą ziemię
Szarpał niewoli pęta
Dziś na Łyczakowskim
Ma swoje Orlęta

Tego bowiem wymaga od nas dobra, przyjazna współpraca i dążenie do wspólnej Europy. Tylko ujawniając prawdziwą historie uda się nam wszystkim zbudować prawdziwą przyjaźń, opartą na zaufaniu i poszanowaniu własnej odrębności narodowej. Takim celom służy i będzie jeszcze długo służyło nasze Stowarzyszenie Dzieci Wojny w Polsce.

Henryk Piotrowski
images/arch2008d/480_200804251.JPGimages/arch2008d/480_200804252.JPGimages/arch2008d/480_200804253.JPGimages/arch2008d/480_200804254.JPG

 

 

 

 

 

 

 

maj 2018
pwścpsn
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031